Klauzula rebus sic stantibus – we frankach szwajcarskich, czyli część trzecia

Należę do pokolenia hiperinflacji. To znaczy - wiem i przeżyłam ten moment kiedy spadek siły nabywczej pieniądza w skali miesiąca wynosił 120procent, a moja mama w tym samym czasie zaciągała kredyt w banku i jednocześnie zakładała w nim lokatę, a oprocentowanie z tej lokaty pozwalało na spłatę kredytu i jeszcze coś z tego zostawało.  Do dzisiaj nie może zrozumieć dlaczego tak teraz nie jest. Cudowne lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku.

W takich też okolicznościach do polskiego systemu prawnego został wprowadzony art. 357 (1) kodeksu cywilnego czyli klauzula nadzwyczajnej zmiany stosunków z łaciny rebus sic stantibus.

To nie jest wynalazek polski. Inne ustawodawstwa też taką instytucją się posługują. Najogólniej mówiąc jej cel, to nie zmuszać stron do wykonania ciążących na nich zobowiązań, jeżeli na skutek nadzwyczajnej zmiany stosunków jaka miała miejsca po powstaniu zobowiązania, a której strony nie przewidywały na moment jego powstania, spełnienie świadczenia wiązałoby się z nadmiernymi trudnościami, albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą.  Wówczas sąd może po rozważeniu interesu oby strony, zmienić treść łączącej strony umowy, a nawet orzec o jej rozwiązaniu i jednocześnie o wynikających z tego rozliczeniach stron.

Powszechnie przyjmuje się,  że aby skorzystać z tej instytucji spełnione muszą być następujące przesłanki:
1) zobowiązania musi mieć swoje źródło w umowie;
2) po zawarciu umowy musi nastąpić nadzwyczajna zmiana stosunków;
3) strony tej nadzwyczajnej zmiany stosunków nie przewidywały przy zawarciu umowy. Już na pierwszy rzut oka wydaje się, że klauzula ta jak ulał pasuje do obecnej sytuacji „frankowiczów".

Jednakże od razu też podniosły się głosy przeciwne.  Co ciekawe, nie tyle negujące samą zasadę, ale spełnienie w tych konkretnych przypadkach poszczególnych przesłanek jej stosowania.

Podnosi się zatem głównie, że wzrost kursu franka szwajcarskiego na przestrzeni tych siedmiu lat, nie jest aż tak duży, aby uznać go za nadzwyczajną zmianę stosunku. Nie ma nic z nadzwyczajności ani w tym, że kursy walut rosą albo spadają, jak też nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że kurs franka z 2,08 w ciągu siedmiu lat skoczył na 4,05.  Poza tym podnosi się także, że skoro strony przy umowie posłużyły się przy określaniu zobowiązania miernikiem w postaci innej waluty, w tym przypadku franka szwajcarskiego, to też przewidywały jego zmienność i to, że może wzrosnąć.

Co do zasady zgadzam się z tymi uwagami. Umowy kredytowe w walutach obcych udzielane masowo konsumentom polskim zarabiającym w złotych polskich, albo co gorsza, te patchworki w postaci umów kredytowych w złotówkach ale denominowanych w obcych walutach albo indeksowanych do nich, to był i jest hazard. Zarówno z jednej strony, jak i z drugiej. Tutaj obie strony liczyły na zmianę kursu i nie ma co się dziwić. A w każdym razie miały jej świadomość od samego początku i ją przewidywały.

Jednak powstaje pytanie o skalę.

I tutaj niestety trudno mi się zgodzić z cytowanymi powyżej poglądami. Moim zdaniem wzrost kursu franka szwajcarskiego do złotówki z jakim mamy do czynienia obecnie, może być potraktowany jako „nadzwyczajna zmiana stosunków”, mało tego tak zdefiniowaną nadzwyczajną zmianę stosunków na pewno strony nie przewidywały w chwili zawarcia umowy. Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach i nie w każdym przypadku – każdego frankowicza – taki wniosek będzie uzasadniony, ale w wielu może tak właśnie być.

Mamy taki oto przykład: kredyt jest w złotych polskich indeksowany do CHF zaciągnięty w listopadzie 2007 roku  w kwocie 260.000,00 złotych i indeksowany do CHF po kursie 2,24, czyli wynoszący w CHF 116.071,42 złotych, udzielony na 360 rat czyli na 30 lat. Po siedmiu latach spłaty i obsługi kredytu, kredyt wynosi 102.738,50 CHF, co przy kursie 4,00 wynosi 410.954,00 złotych, czyli prawie dwukrotnie więcej niż kwota udzielonego – w sensie postawionego do dyspozycji kredytobiorcy kredytu. Innymi słowy po prawie ¼ okresu spłaty kredytu, kredyt zamiast zmniejszyć się o ¼ co by można było zakładać, wzrósł dwukrotnie.

Kursy walutowe rosną albo maleją. To jest oczywiste, ale założenie że kurs waluty – jakiejkolwiek – na przestrzeni 87 miesięcy wzroście o 78,57procent, a przez to zobowiązanie z tytułu kredytu pomimo terminowej jego obsługi, zamiast zmniejszać się, wzrośnie o 57,69procent. Moim zdaniem nie dość, że jest nadzwyczajną zmianą stosunków, to także raczej nieprzewidywaną przez strony w momencie zawarcia umowy.

Inflacja też sama w sobie jest elementem przewidywalnym. Hiperinflacja, już niekoniecznie. Tak samo jest z kursami walut. Ich zmienność sama w sobie jest przewidywalna, ale wzrost lub spadek o 78procent w trakcie ¼ okresu kredytowania, to już niekoniecznie. Bo nawet gdyby frank wzrósł o 78procent w skali całego okresu kredytowania, to też inaczej można byłoby oceniać tę sytuację. W tym obecnym stanie, mamy jednak do czynienia z sytuacją nadzwyczajną, a już na pewno niemożliwą do przewidzenia.

Strony przewidywały zmianę kursu waluty o 20 procent, góra 30 procent. Wynika to jasno chociażby z treści Rekomendacji S KNF z roku 2006. Zgodnie z tą rekomendacją wahania kursu o 30procent były traktowane jako na tyle nadzwyczajne, że KNF nakazywała w takim przypadku wykonania szczegółowych stress testów, podczas gdy przy wahaniach na poziomie 20 procent zalecała jedynie analizę zdolności kredytowej dłużnika. O wahaniach na poziomie 78 procent KNF nie wspomina w swojej rekomendacji. W ogóle nie używa wyższego progu niż 30 procent. Czy to oznacza, że strony – obie – przy zawarciu umowy w ogóle mogły przewidzieć, że kurs zmieni się o 78 procent, skoro nawet KNF nie przyjmował w swoich rekomendacjach większych wahnięć kursu niż 30 procent.

Nie można też zapominać, że od września 2011 roku Bank Centralny Szwajcarii sztucznie utrzymywał kurs CHF na poziomie ok. 3,55 złotego (1,21 Euro). Czy strony przewidywały lub mogły przewidzieć, że kurs franka będzie sztucznie zaniżany przez Bank Centralny Szwajcarii w następstwie interwencji walutowych na poziomie miliardów franków? Czy mogły, w szczególności ten „cywilny” kredytobiorca przewidzieć, ze kiedyś ta interwencja się skończy i frank wystrzeli, czy mogli przewidzieć skalę uwolnienia tego kursu? Nie, bo tego nie przewidzieli nawet analitycy bankowi i cały świat finansjery, stąd z resztą dzisiejsze dyskusje.   Zatem, jeżeli klauzula rebus sic stantibus nie jest właśnie przewidziana na takie okoliczności, to chciałabym zadać pytanie na jakie jest przewidziana? Nie można jej nadawać jedynie historycznego znaczenia, tego które przyświecało jej wprowadzeniu w latach dziewięćdziesiątych. Jej mechanizm równie dobrze może sprawdzić się w innej sytuacji, np. tej z którą mamy do czynienia dzisiaj. Najważniejsze bowiem jest to, że to sąd ocenia czy przesłanki zostały spełnione i to, że sąd jeżeli decyduje się na interwencję w treść łączącego strony stosunku prawnego, to musi zrobić to wyważając interesy obu stron, jak też uwzględniając zasady współżycia społecznego.

Karolina Kocemba

W szczególności zajmuje się spółkami giełdowymi, transakcjami, obsługą restrukturyzacji i przedsięwzięć finansowych a także sporami korporacyjnymi.

Czytaj dalej...

 Do góry