Menedżer nie ucieknie od odpowiedzialności za granicę

Komentarz Michała Tomczaka dla „Dziennika Gazeta Prawna” z dnia 15 marca 2016 roku (dodatek: Firma i Prawo)

Zakładanie spółki w krajach o liberalnych przepisach, by uniknąć kary za niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości w terminie, nie ma już sensu. Taką możliwość zablokował ostatnio Trybunał Sprawiedliwości UE.

Przedsiębiorca, który prowadzi biznes również w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej, musi respektować przepisy prawa upadłościowego obowiązującego w obu krajach. Taki wniosek można wyciągnąć z niedawnego wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE. Eksperci mówią wprost: to szalenie ważne orzeczenie, być może jedno z najważniejszych dotyczących odpowiedzialności menedżerów spółek.

Co powiedział trybunał

Trybunał Sprawiedliwości UE 10 grudnia 2015 r. wydał wyrok w sprawie brytyjskiej spółki zarejestrowanej w Cardiff (sprawa C-594/14). Podlegała więc ona co do zasady prawu Anglii i Walii. Faktyczna działalność przedsiębiorcy miała jednak miejsce w Niemczech, gdzie spółka zarejestrowała oddział. I właśnie w Niemczech zostało wszczęte postępowanie upadłościowe. Co do tego, że tak ma być, nie powinno być wątpliwości. Unijne rozporządzenie Rady (WE) nr 1346/2000 z 29 maja 2000 r. w sprawie postępowania upadłościowego (Dz.Urz. UE z 2000 r. L 160, s. 1) wskazuje jasno, że właściwy dla wszczęcia postępowania upadłościowego jest sąd tego państwa członkowskiego, na którego terytorium znajduje się główny ośrodek podstawowej działalności (tzw. COMI).

Tyle, że samo rozporządzenie nie odpowiada na inne pytanie, według których przepisów ponosi odpowiedzialność członek zarządu upadającej spółki. W sprawie rozstrzyganej przez TSUE  miało to kluczowe znaczenie, gdyż regulacje niemieckie przewidują konsekwencje dla menedżera spółki za niezłożenie wniosku o ogłoszenie upadłości w określonym terminie. Prawo brytyjskie zaś takiej sankcji nie przewiduje.

Sędziowie trybunału uznali, że wobec zarządcy spółki zarejestrowanej w Wielkiej Brytanii można wyciągnąć konsekwencje wynikające z przepisów prawa niemieckiego, czyli w tym przypadku – tych bardziej restrykcyjnych.

Ważne również w Polsce…

Eksperci są zgodni: takie orzeczenie to bez wątpienia szalenie ważna informacja także dla biznesu działającego w Polsce.

- Polskie prawo upadłościowe zasadniczo nie przewiduje, odmiennie od prawa niemieckiego, zwrotu środków wyprowadzanych ze spółki kierowanego dla osób zarządzających tą spółką, ale ma przepisy dotyczące bezskuteczności czynności z poszkodowaniem masy upadłości, gdy roszczenia kieruje się do beneficjentów tych czynności – wskazuje radca prawny Mateusz Medyński, wspólnik w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Kluczowe w polskim porządku prawnym są art. 116 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 613 ze zm.) i art. 299 ustawy z 15 września 2000 r. – Kodeks spółek handlowych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1030 ze zm.: dalej: k.s.h.). Zgodnie z pierwszym z nich za zaległości podatkowe spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w organizacji, spółki akcyjnej lub spółki akcyjnej w organizacji odpowiadają solidarnie całym swoim majątkiem członkowie jej zarządu, jeżeli egzekucja z majątku spółki okazała się w całości lub w części bezskuteczna, a członek zarządu nie wykazał, że we właściwym czasie został zgłoszony wniosek o ogłoszenie upadłości.

Z kolei art. 299 k.s.h. określa, że członkowie zarządu, którzy nie wykażą, że we właściwym czasie został zgłoszony wniosek o ogłoszenie upadłości, ponoszą odpowiedzialność za zobowiązania spółki, w sytuacji, gdy egzekucja z niej okazuje się nieskuteczna. Termin na zgłoszenie wniosku zgodnie z art. 21 ustawy z 28 lutego 2003 r. – Prawo upadłościowe (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 233 ze zm.) wynosi 30 dni od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości.

W efekcie polskie prawo nakłada na menedżerów spółek istotną sankcję za zaniechanie przy zgłoszeniu wniosku o ogłoszenie upadłości, której w wielu krajach członkowskich UE nie ma.

Między innymi z powodu restrykcyjnych przepisów nie brakowało więc sytuacji, gdy polski przedsiębiorca oficjalnie zakładał biznes w innym kraju, choć w Polsce wykonywał faktyczną działalność. Miało to właśnie na celu uniknięcie ewentualnych sankcji.

Po wyroku TSUE ten sposób działania już jednak nie ma sensu. Jeśli bowiem firma w rzeczywistości działa w Polsce, to do jej menedżerów stosowane będą ostrzejsze, polskie przepisy.

…i dla inwestujących poza krajem

Możliwa jest również inna sytuacja. Przedsiębiorca zakłada spółkę w Polsce, lecz swoją podstawową działalność wykonuje w innym kraju, np. w Niemczech, w których sankcje za niezgłoszenie wniosku o upadłości w terminie są jeszcze dalej idące. W takiej sytuacji niezależnie od tego, że spółka co do zasady podlega prawu polskiemu – w zakresie odpowiedzialności menedżerów za długi będzie również podlegała prawu niemieckiemu.

Szersze znaczenie

- Skutki orzeczenia są jak najbardziej miarodajne dla polskiej praktyki – potwierdza Bartosz Groele, wiceprezes Instytutu Allerhanda oraz adwokat w kancelarii Tomasik Pakosiewicz Groele.

Jego zdaniem uzasadnienie wyroku TSUE wskazuje, że trybunałowi chodzi wręcz o cały system regulacji związanych z niewypłacalnością przedsiębiorcy, niezależnie od tego, czy dane przepisy ulokowane są w prawie upadłościowym, czy też w innych ustawach (jak wspomniany wyżej kodeks spółek handlowych). W praktyce więc wyrok należy odnosić do każdego przepisu nakładającego sankcje na członka zarządu z tytułu niezgłoszenia wniosku – bez znaczenia, czy to przepis podatkowy, czy z zakresu prawa handlowego, czy karnego.

Eksperci przypuszczają, że wyrok TSUE to istotny krok w kierunku ujednolicania prawa upadłościowego na terenie UE i że właśnie w tym kierunku będą zmierzały prace nad nowelizacją rozporządzenia 1346/2000. Niebawem może się więc okazać, że głównym źródłem wiedzy na temat odpowiedzialności członków zarządu będą wcale nie przepisy krajowe, lecz wspólna regulacja europejska. Ta zaś, jak można przypuszczać, będzie zbliżona do obowiązujących w Polsce przepisów.

Opinia Eksperta

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-594/14 oparty jest na stanie faktycznym zaistniałym w Niemczech. Niemniej jednak dotyczy on pośrednio przedsiębiorców w innych krajach – w których właściwe przepisy prawa przewidują osobistą odpowiedzialność zarządcy w przypadku niewypłacalności spółki wtedy, gdy zarządca nie złoży wniosku o ogłoszenie upadłości w terminie przez prawo przewidzianym.

Prawo niemieckie, podobnie jak polskie, przewiduje odpowiedzialność członka zarządu za długi spółki w przypadku nie złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości w terminie prawem przepisanym. Formalne dylematy do rozstrzygnięcia były dwa. Pierwszy: jak daleko sięga stosowanie art. 4 rozporządzenia (WE) 1346/2000, zgodnie z którym dla postępowania upadłościowego  i jego skutków właściwe jest państwo, w którym postępowanie zostało wszczęte. Innymi słowy, czy ten ustanawiający zasadę dotyczącą postępowania upadłościowego przepis będzie stosowany także w postępowaniu o odszkodowanie przeciwko zarządcy. Drugi dylemat polegał na tym, czy przepis prawa niemieckiego przewidujący odpowiedzialność osobistą zarządcy może być także stosowany wobec zarządcy spółki zarejestrowanej w obcej jurysdykcji.

W obu przypadkach rozstrzygnął dylematy pozytywnie. Oznacza to, że zdaniem trybunału dopuszczalne jest stosowanie zasad wynikających z rozporządzenia 1346/2000 do postępowania przeciwko zarządcy, które tym samym uznane jest za część pakietu postępowań upadłościowych.  Co ważniejsze, trybunał uznał, że osobista odpowiedzialność oparta na prawie niemieckim może być zastosowana wobec zarządcy spółki zarejestrowanej w innej jurysdykcji.

Co by orzekł sąd polski? To bardzo ciekawy dylemat, którego oczywiście rozstrzygnąć w abstrakcji się nie da. W polskim prawie związek roszczenia wynikającego z art. 298 kodeksu spółek handlowych z postępowaniem upadłościowym jest w pewnym sensie słabszy niż w przypadku, którym zajmował się trybunał, ponieważ legitymowanym czynnie w takim przypadku jest w prawie polskim wierzyciel, nie zaś syndyk – jak w prawie niemieckim. Nadal jednak wydaje się, że związek takiego roszczenia z postępowaniem upadłościowym jest tak stabilny, iż uzasadniałby stosowanie polskiego prawa, w przypadku gdyby upadłość prowadzona była w Polsce. Innymi słowy, przepis ten, choć zapisany w k.s.h., powinien być uznany za regułę należącą do prawa upadłościowego. Większą przeszkodą, moim zdaniem, w zastosowaniu polskiego prawa byłby konserwatyzm polskich sądów, które musiałaby przejść cały, wcale nieoczywisty proces myślowy, rozstrzygając po drodze kilka pomniejszych dylematów, takich jak właściwość sądu z uwzględnieniem domicylu pozwanego itp.

Trudno też postulować zmianę przepisów, ponieważ niemieckie przepisy nie są istotnie różne od polskich i możliwość zastosowania niemieckich przepisów o osobistej odpowiedzialności zarządcy spółki zarejestrowanej w obcej jurysdykcji została wywiedziona z przepisów co najmniej analogicznych, jeśli nie – w istotnym zakresie – tożsamych w obu systemach. W końcu orzeczenia TSUE mają takie samo znaczenie dla wszystkich krajów UE.

Zasadnicza wątpliwość, jaką rozstrzygnął TSUE, polegała na tym, czy przesądzenie o transgranicznym charakterze nie stanowi ograniczenia swobody działalności gospodarczej – wartości objętej szczególną ochroną trybunału. Wydaje się jednak, że ta wartość zostałaby uznana za co najmniej wątpliwą, gdyby miała służyć zarządcy (członkowi zarządu) do ukrywania się za szyldem zagranicznej spółki w celu uniknięcia odpowiedzialności, którą ponoszą wszyscy inni zarządcy w tej samej sytuacji na tym samym terenie działalności. W ten sposób orzeczenie trybunału w podtekście ma ochronę zwyczajnej przyzwoitości i uczciwości. Sąd daje przykład troski o najważniejsze wartości, które nie powinny przegrywać w konfrontacji z formalnymi czy wręcz biurokratycznymi argumentami.

Dlatego ten kreatywny wyrok warto polecić uwadze polskich sądów. Może mieć on bowiem niewątpliwie znaczenie dla stosowania prawa w Polsce. O ile bowiem przepisy dotyczące członków zarządu w wielu państwach nie przewidują odpowiedzialności za niezłożenie wniosku o ogłoszenie upadłości w określonym terminie, o tyle pod tym względem (i nie tylko pod tym) regulacja dotycząca spółki z ograniczona odpowiedzialnością w Polsce i w Niemczech jest bardzo podobna.

Tym samym uzasadnione jest założenie, że transpozycja wyroku TSUE na wyroki sądów polskich jest, mimo wszystko, całkiem realistyczną perspektywą. Dodajmy, że – przynajmniej moim zdaniem – takie orzeczenie pozostałoby w zgodzie z poczuciem słuszności i sprawiedliwości systemu prawnego.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry